czwartek, 17 maja 2012

Pomyślałam, że dobrze by było coś napisać. Tylko o czym? O tym, że jestem już maksymalnie zmęczona? O tym, że dość mam już matur, tego wysiłku? Zauważyłam, że mam szarą cerę, rozdwajają mi się paznokcie, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało, zniszczone włosy, podkrążone oczy, wszystko mnie boli, ramiona domagają się masażu. Wyglądam i czuję się beznadziejnie wyczerpana. Wczoraj naprawdę cały dzień siedziałam nad geografią, odkąd wstałam o 11.00 do 1.00 w nocy, chciałam jeszcze raz wszystko przejrzeć, po czym jak już się położyłam to nie mogłam zasnąć i dziwne myśli kołatały się po głowie. Eh, życie maturzysty. Jeszcze tylko ustny polski i po wszystkim, może wtedy odżyję i nabiorę energii.
A w sobotę/niedzielę Noc Muzeów z Adą i Anią, jakież to dla mnie pocieszenie :D


Spadam posadzić kwiaty w ogródku, bo chyba mnie mami zabije jak tego nie zrobię, a później przymierzę się do mojej prezentacji. Po raz setny już.


M.

piątek, 11 maja 2012

To nie nastrój na pisanie postów (choć piszę), załamana jestem maturalnym, rozszerzonym wosem. Na przygotowanie się do tego przedmiotu poświęciłam bardzo dużo godzin, miesięcy, może nawet łez, bo musiałam się zmuszać, żeby się nauczyć, pokonywać lenistwo i niechęć do vademacum, do nauczyciela tego przedmiotu także. To na wosie najbardziej mi zależało, miał być przepustką na studia. Jednak poziom dzisiejszego egzaminu mnie rozłożył na łopatki, przerósł. Nie dałam rady. Poległam. Nie wynikało to raczej z mojego nieprzygotowania, choć może nie wszystko powtórzyłam wczorajszej dłuuugiej nocy. Zapomniałam przypomnieć sobie Rzeczników Praw Obywatelskich w III RP, sądziłam, że to umiem i bez problemu wyrecytuję tych od '87. Cóż.., zawahałam się - Łętowska czy T. Zieliński. Łętowska. 0 punktów dla mnie. Dlaczego nie było organizacji międzynarodowych, integracji europejskiej, polityki zagranicznej, konfliktów na świecie, społeczeństwa, prawa, postaci i polityków? (To moje koniki i w tym czuję się najlepiej). Tylko jakieś szczegóły, których NIE BYŁO w książkach? Ani w dwóch podręcznikach z operonu ani w PWN. A teksty źródłowe? Artykuł na 3/4 strony do tego tylko jedno zadanie z 4 podpunktami za 1 mały punkcik. Podasz dobrze 3 argumenty czegoś tam, w czwartym się pomylisz 0 punktów. To nie fair! Esej - nie wiem czy dobrze zrozumiałam temat. Może przesadzam, wyolbrzymiam trudność tej matury - nie wiem, ale nie spotkałam się z nikim kto powiedziałby, że było to łatwe i poradził sobie bez problemu.
Oznacza to, że będę musiała się spotkać z rocznikiem '94 za rok? Chyba wszystko na to wskazuje, bo z takim wynikiem nie dostanę się na uczelnię.
Może jeszcze malutki cień nadziei pozostaje w geografii? Choć tu do nauki tak bardzo się nie przykładałam, bo był k***a wos!

Miałam opublikować wiersz, bo znalazłam swój zeszyt z zapiskami, ale może to dobrze, że nie dodałam go dzisiaj. Zdołowałabym się jeszcze bardziej, bo moje wiersze są smutne. Zresztą jeszcze nie wiem czy będę je tu zamieszczać. Są w szufladzie i może tam pozostaną...

M.

wtorek, 8 maja 2012

Pierwszą notkę na tym blogu dedykuję mojej kochanej Przyjaciółce, która mi tego bloga założyła, choć początkowo się burzyłam i twierdziłam, że w sumie nie mam o czym pisać, to teraz powoli się przekonuję, że to może nie jest zły pomysł :)
Tymczasem przypomniałam sobie kilka wspomnień z mego pięknego życia i twierdzę, że to wspaniałe uczucie mieć kogoś naprawdę, naprawdę bliskiego, o taką Anię na przykład. Znamy się od kilku ładnych lat, właściwie zaraz strzeli nam 10 rocznica:) i teraz mogę z całkowitym przekonaniem powiedzieć, że zawsze mogę na niej polegać. Kiedy trzeba postawi mnie na nogi i podbuduje na duchu, a innym razem wypije litr wina w ciągu pół godziny robiąc matmę.
Nasza przyjaźń składa się z drobnostek, zwykłej rozmowy na fejsie, po której jakoś tak mi lepiej i po prostu weselej, zwykłego siedzenia na herbacie u jednej z nas, zwykłego wypowiadania słów w tym samym czasie i myślenia o tym samym. Nie wypisujemy sobie publicznie milusienieńkich komentarzyków, buziaczków, miliarda okrąglutkich serduszek. Moim zdaniem tworzy to taką otoczkę sztucznej przyjaźni: "A niech inni wiedzą jakie jesteśmy zajebiste przyjaciółki do końca życia i jak nie możemy bez siebie istnieć!. A w ogóle to jesteśmy takie zajebiste i kochane!" Właśnie takie zachowanie i wygłaszanie tego całemu światu wydaje mi się niezmiernie infantylne i co najmniej niestosowne. Nie widujemy się codziennie, nie widujemy się czasem przez kilka tygodni, ale kilometry nie stanowią dla nas przeszkody. Dla nikogo nie powinny, bo jak ludzi łączy jakaś więź to choćby się waliło i paliło, jak się chce to wszystko można.
A co teraz? Teraz czekam tylko na wakacyjną powtórkę w gronie przyjaciół, na rowerach, nad zalewem, przy książkach, przy filmach, na bieganiu (o zgrozo!), w ciemnych uliczkach z winem i przy fontannie. Przy grillu i ciepłych nocach, spędzanych na balkonie w Żyrardowie. Na barierkach Środkowej i Mireckiego, zarezerwowanych tylko dla mnie i dla Ani (widzisz jak ładnie na Ciebie mówię? xD). Tylko jeszcze kilka dni, tylko jeszcze kilka i najlepsze przed nami. 


Maturzyści damy radę, prawda? Damy, a co, przecież ludzie gorzej przygotowani od nas zdają to i my musimy sobie poradzić!

M.
blog Miśki, na którym ma pisaaaaać! Ja tak mówię.

xoxo anna